[VIDEO] Ich werde von der Firma ATHLON, die für DAIMLER-Konzern arbeitet, eine riesige Genugtuung fordern. Dafür, dass mein Sohn im Bürohaus der Firma gegen den Gerichtsbeschluss gefangengehalten war – kündigt die polnische Mutter an
Mein Sohn wurde von dem Vater gegen den Gerichtsbeschluss entführt und war in der Firma ATHLON bei Düsseldorf festgehalten. Wer hat ihn in die Firma reingelassen und dort gegen meinen Willen und gegen das Gesetz versteckt? Warum macht die für DAIMLER arbeitende Firma ihre Räume entführten Kindern zugänglich?– fragt Frau Klaudia.
Die polnische Mutter bereitet zusammen mit ihren Anwälten einen Antrag auf riesige Genugtuung vor. Sie will, dass gegenüber der deutschen Firma, die in ihrem Bürogebäude ihren polnischen Sohn festgehalten hat, rechtliche Konsequenzen gezogen werden!
- Die Firmenstruktur und der Mangel an Prozeduren tragen die Schuld. Die ganze Unkompetenz hat dem Vater, der das Kind entführt hatte, ermöglicht,die magnetischen Türen zu betreten und meinen Sohn in einem Versteck drin in der Firma zu plazieren – teilt die Mutter mit.
- Der Vater war sich bewusst, dass er den Gerichtsbeschluss bricht. Er musste also mit den Beamten der Firma ATHLON zusammen handeln, die einverstanden waren, gegen das deutsche Gesetz zu verstossen – teilt die Mutter mit.
- Ich werde verlangen, dass alle, die an dem rechtslosen Festhalten meines Kindes in der grossen Privatkorporation ATHLON, die für DAIMLER arbeitet, beteiligt waren, bestraft werden – kündigt die Mutter an.
Es ist nicht der einzige Skandal, mit dieser Situation verbunden. An der Entführung nimmt ausser dem Vater auch eine andere ATHLON-Mitarbeiterin teil. Es ist eine Frau aus Philippinen, die dort bei ATHLON, also mittelbar für DAIMLER im Büro arbeitet.
Wie kommt es dazu, dass die geltenden Prozeduren die Beteiligung der dort arbeitenden Personen an der elterlichen Entführung möglich machen?
Vielleicht wird Frau Klaudia heute mehr darüber erfahren, denn das Gericht in deutschem Langenfeld wird heute um 15 Uhr wieder über ihr Treffen mit ihrem eigenen Kind urteilen.
Wir wiederholen, vor über einem Monat hat der Richter nicht mal das Treffen des Jungen mit der Mutter zugelassen. Und das, obwohl sie volle Eltern- und Erziehungsrechte besitzt.
Über dieses skandalöses Thema informieren wir auf dem laufenden über unsere Internetseite Patriot24.net, unser Facebook und unseren Fersehkanal Telewizja.Patriot24.net.
Radom i Warszawa dzieli niewielka odległość, ale w tej sprawie widać przede wszystkim dystans między działaniami instytucji, które formalnie pracują, lecz faktycznie nie spotykają się w jednym punkcie. Z materiałów analizowanych przez redakcję wyłania się obraz czynności prowadzonych równolegle, bez realnej synchronizacji, co w sprawie dotyczącej dziecka ma znaczenie kluczowe — bo tu liczy się nie dokument, tylko czas.
Konflikt to zjawisko naturalne — pojawia się wszędzie tam, gdzie ścierają się interesy, emocje i różne interpretacje rzeczywistości. Jednak są sytuacje, w których przestaje być tylko sporem, a zaczyna oddziaływać na znacznie szersze otoczenie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Kolejna próba wykonania postanowienia sądu dotyczącego wydania dziecka zakończyła się niepowodzeniem. Do zdarzenia doszło w Radomiu, gdzie pod nadzorem kuratorów podejmowano czynności związane z realizacją orzeczenia wydanego przez Sąd Rejonowy w Żyrardowie. Na miejscu obecni byli również funkcjonariusze policji. Mimo zaangażowania służb i formalnej podstawy prawnej wynikającej z decyzji sądu, czynność nie doprowadziła do wykonania orzeczenia.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.